09.03.2025 r. To miała być zwykła niedziela spędzona na świeżym powietrzu. Odwiedziny u rodziny, spacer nad Krzną, takie o, spoglądanie w niebo w poszukiwaniu ptaków drapieżnych. No, może jeszcze „lornetkowanie” łąk i pól, czy czasem gdzieś nie zapodziało się poroże jeleni. Realizując skrupulatnie zaplanowaną trasę, w pewnym momencie zauważyliśmy kilka kruków, wzlatujących w powietrze w jednym miejscu.
Wprawne oko przyrodnika nie mogło przeoczyć tej sytuacji – istniało duże prawdopodobieństwo, że w tym miejscu będzie padlina. Podjeżdżamy na miejsce i własnym oczom nie wierzymy, wilk. Nie wilk, który konsumuje upolowany wcześniej pokarm, ale wilk który sam stał się pokarmem dla padlinożernych kruków.
Odległość kilkuset metrów od zabudowań, pola uprawne, brak jakikolwiek drzew i krzewów w sąsiedztwie – do najbliższego lasu około kilometra. Ruszyliśmy pędem do drapieżnika i zaczęliśmy go obserwować. Pierwsze, na gorąco podjęte wnioski, chyba musiał być zastrzelony – trzeba zadzwonić na policję i zgłosić. W międzyczasie, oczekując na przyjazd policji, po konsultacjach z ekspertami, którzy jak nikt inny znają się na wilkach i którzy przerobili już setki spraw dotyczących zmarłych wilków, próbowaliśmy sami rozwiązać tajemnice śmierci.
Otwór w okolicy karku, średnicy poniżej 1 cm, wskazywał na to, że wilk mógł paść ofiarą kłusowników. Z drugiej strony, kark był już mocno rozdziobany przez kruki. Wykonujemy „próbę patyczka” – jeśli był postrzał, patyk powinien przejść na wylot. Nie przechodzi… Możemy wykonujemy próbę nieumiejętnie? To pierwszy raz. Wokół wilka widzimy wydeptane klepisko. Na drodze w pobliżu odbite wilcze ślady, z mocno wbitymi pazurami, co wskazywało na ślady biegu. Sytuacja musiała być dynamiczna.
Później przyjeżdża policja. Od tego momentu, zakończenia prac przez policyjnych techników, mamy zakaz zbliżania się do wilka. Oględziny wykonane. Teren przeszukany wykrywaczem metalu – kuli nie znaleziono. Sprawa przez organy ścigania wydaje się być przesądzona. Nam jednak temat nie daje spokoju. Spisujemy protokół przekazania i wilk zamiast do utylizacji, trafia do nas do bagażnika. Prawdopodobnie firma utylizacyjna nie zdążyłaby przyjechać, wokół kręciło się już kilka terenowych pick-upów.
Natychmiastowo wypełniamy wniosek do RDOŚ o zgodę na przetrzymywanie gatunku chronionego. W poniedziałek rano kontaktujemy się z urzędnikami – mamy telefoniczną zgodę na przetrzymywanie wilka, wniosek jest procedowany, ale decyzji nie otrzymamy szybko, początek wiosny, dużo pracy. Wilka posiadamy zgodnie z prawem również dzięki współpracy ze Stowarzyszenie dla Natury “Wilk” – z którymi łączymy się za pomocą telekonferencji, żeby ostatecznie dowiedzieć się, jak zginął drapieżnik.
Skrupulatnie wykonujemy oględziny, fotografujemy, zapisujemy. Przed nami odsłaniają się kolejne zranienia, na karku, grzbiecie, miednicy, przednich i tylnych łapach. Jest tego sporo. Ołówek nadal nie wchodzi w ranę na karku. W międzyczasie pobieramy grubo ponad setkę kleszczy. Zagadka rozwiązana – wilk został zagryziony.
Wieczorem decydujemy się na oskórowanie wilka. Czaszkę chcemy wykorzystać do edukacji. Chcemy też pobrać organy do badań. Skórujemy pomocą dwójki leśników – myśliwych, którzy fachowo wykonują robotę. Wypowiadają się o wilku dobrze, z szacunkiem. Uznają go za ważne ogniwo ekosystemu – naturalnego drapieżnika, pomocnego, niezbędnego. Jest też człowiek z wykrywaczem metalu, potwierdza brak odłamków, brak śrutu. Stwierdzamy, że wilk był martwy od kilku dni.
Po oskórowaniu okazuje się, że wilk musiał stoczyć wyczerpującą batalię o życie. Drapieżnik, którego wiek, na podstawie wyglądu uzębienia, określono na minimum 8 lat, przegrał z innymi wilkami rywalizację o terytorium. Jego ciało pokrywał jeden wielki krwiak. Minimalne ślady pogryzienia, które stwierdzono podczas wcześniejszych obserwacji, okazały się wielkimi, śmiertelnymi ranami. Czy znalazł się na obcym gruncie i został zaatakowany przez sąsiednią grupę rodzinną? Czy może to kwestia wieku? 8 lat to dużo, jak na drapieżnika, którego być albo nie być, wiąże się z ciągłą, wyczerpującą pogonią za pokarmem. Przeplatanymi krótkimi chwilami najedzenia i okresami głodu, gdzie podstawą diety stają się resztki skóry i kości ofiar. A może stało się coś innego? Tego nie wiemy i się nie dowiemy. Tak funkcjonuje przyroda.
Tym razem, można powiedzieć, wilk zginął z przyczyn naturalnych. Nie został zastrzelony. Na szczęście nie doszło do przestępstwa. Nagonka środowisk łowieckich, rolników, samorządowców na wilki, która w ostatnim czasie nastała, jest nie do zniesienia. Są wśród nich i sprzymierzeńcy wilków, ale ich przekaz nie przebija się, nie dociera do reszty, jest zagłuszony przez krzykaczy.
Nie, wilków nie jest za dużo. Nie potrzeba ingerencji człowieka w populację wilków. Liczba jeleni stale wzrasta, pomimo wzrostu liczebności wilków. Nie potrzeba zmiany statusu gatunku z chronionego, na łowny. Dzięki wilkom, liczebność jeleni wzrasta wolniej. Wilki pomagają – zmniejszyć szkody w rolnictwie, w leśnictwie. To zagęszczenie ofiar reguluje liczebność drapieżników. W przypadku wilka, jak przyroda sama pokazuje, regulująco działają również choroby, pasożyty, działają i relacje między drapieżnikami. Bez ingerencji człowieka. Konkurencja o pokarm, o partnerkę, o terytorium. Mogliśmy zaobserwować przykład działania natury w najbardziej bezwzględnej formie. Bez ingerencji człowieka…
Jakub Wyka
PS. Gdzieś w natłoku myśli uciekły mi wypadki komunikacyjne (głównie kolizje z samochodami), które są ważną przyczyną śmiertelności wilków. Zarówno jednak w przypadku kolizji, jak i kłusownictwa, nie można już jednak powtórzyć: “bez ingerencji człowieka…”